CZEKAJĄC
Jestem tu, czekając aż upłyną godziny,
w rytm mojego serca i w oceanie oddechu,
Czekając w tym starym mieście
w tym mieście nowym,
w mieście dziwnym a jednak nie obcym.
Czerwone cienie...
Czekając aż upłyną godziny
wśród rozczłonkowanego ciała...
aby zbudować skórę, aby złożyć ofiarę..
Czekając w rytmie mojego serca...
aż skończą się wojny,
aż pojawią się jeszcze raz liczne słońca,
kiedy ryby powrócą do morza...
rozpłyną się niepokoje
i narodzi miłość.
Oczekując chwili kiedy Twoja obecność nie bedzie jedynie pragnieniem...
Kiedy wszyscy zmarni będą kochani...
Czekając...
kiedy prawdy przestaną kłamać...
Czekając w rytmie mojego serca
aż cudowne obrazy wspomnień
spadną, jeden po drugim jak krople miodu do otwartych ust
Czekając...
Pieszczoty w rytmie mojego serca
zanurzonej w głębiach oceanu mojego oddechu...
Czekając, spragniona poznania tajemnicy...
Ujrzenia Światła...
Czekając ... w tej przestrzeni wypełnionej pustką,
leniwych i otyłych energii
przywykłych do miernej i ogłupiającej wygody
która otępia zmysły,
przesłania prawdy
która wymazuje i rozprasza sny,
sny już wyśnione
Czekając... by zbudować te inne skóry,
inne, odmienne, nowe...
W rytmie...
Czekając by oni więcej nie zabijali
poćwiartowanej małpy,...w rytmie serca
Czekając aż mnie pokochasz w głębi mojego oddechu,
W samotnym oceanie oddechu
w mojej przestrzeni błękitnej, głebokiej.
Czekając...
Jak długo?
Skóra powoli nabiera kształtów
I jakkolwiek moja noc poszła swoją drogą
Wciąż czekam na Twoją obecność.
W Twojej nieobecności ja czekam...
Niepokoi mnie zielony cień, a raczej zielone cienie
Przedtem były czerwone...
Zaczyna się walka z sennością
Już jest dzień, ten następny, oczekiwany,
ale nie ten upragniony.
Nie ten upragniony, specjalny
Który nie wiadomo na czym miałby polegać...
Kto wie czy wogóle istnieje...
Formy przełamane, martwe
pozorujące posiadanie sensu...
Czekając, w rytmie serca
by wydać okrzyk tryumfu...
Przełamane, przemieszczone, martwe,
jak kawałki życia
tak, ale tylko kawałki,
jak czas miniony w miejscach
bez własnych przestrzeni, bliskich
Tak jak czas w obcych miastach,
starych i nowych – wszystko jedno
jakie czasy?
Czekając, zawsze w Twojej nieobecności
wypełnionej dźwieczną melancholią, uśmiechniętą
oszołomioną gwarem Twojej ciszy,
Do dźwięku mojego oddechu i palpitacji
bębnów mojego serca.
Przyglądają mi się martwe formy:
moje ramiona, nogi, moje torsy, stopy
Czekają ... w rytmie serca...
Abym stworzyła drugą, tak tą drugą, skórę...
Ta, która – być może – będzie miała sens,
która stanie się darem,
która stworzy iluzoryczne granice
która odkupi ofiarowanie
Czekając aby zmarli
przestali opłakiwać żywych
aby kwiaty wzrastały bez lęków
a drzewa były tysiącletnie.
Czekajac...
Abyś Ty przestał być nieobecnością
w moich przestrzeniach pełnych słońc i mroków,
w głębi oddechu
w rezonansie mojego życia.
Czekając...w rytmie mojego serca
aż na nowo narodzą się słońca
I koty podeją swoją drogę
w kierunku księżyca,
po cichutku
z ich zmyślnymi i cichymi uśmiechami
Czekając...
aż zmyślone światy
zaleją mnie swoimi morzami, oceanami,
swoimi niebami wciąż niezbadanych przestrzeni...
W rytmie mojego serca czekając...
Aż dusze otworzą swe zamknięte bramy
aż krzyki powrócą do zamkniętych ust
i oby piekło pochłonęło tych
którzy pożerają niewinność
Czekając by wyrwać z tą drugą skrórą
całe zło
w rytmie mojego serca.
Dziękuję, że dla mnie został stworzony
ten rytm tak intymny i bliski
jedyny który mi towarzyszy
wraz z Twoją nieobecnością
i pożądaniem
w głębiach oceanu.
Dziś jest już jutro
i czas traci głowę splątany
w godzinach oczekiwania.
W rytmie mojego serca...
To drżenie dźwięczne i rytmiczne
które wytycza drogę
przez mityczne, kolczaste pustynie,
zgwałcone dżungle i rzeki
pełne krwi wojen,
huraganów nienawiści, chciwości i rządzy władzy...
To pulsowanie biedy, osierocenia
partyzanckiej chwały...
Cisza...
Zaskakuja mnie i bawią zielone cienie...
Tak zielone jakby były namalowane...
Ponownie rytmiczne bębny,
znów oczekiwanie,
ale tym razem bez czekania...
Znając pustkę wygodną i chłód
odczuwania – zwany obojętnością –
lub tylko zabezpieczenie?
Strach przed sztuką, przed percepcją zmysłów,
ekspresją głębokiego oddechu,
przed cichym krzykiem śmierci.
Lęk...śmierć...
A jednak to ona jest dawczynią głosu,
drżenia, dźwieku... tego
w czego rytm
ukazujemy to co dla nas najistotniejsze:
wszystko, słodkie i gorzkie...czekając.
Sen mi wyrywa obecność –
walczy by zagarnąć świadomość i wolę –
nie poddaję się, jeszcze nie...
A Ty, z czym walczysz?
Zielone cienie kładą się
pod drobnymi złotymi kwiatkami
a rozżarzony płomień świec
tańczy w rytmie bębnów
Czekając...
Nie, nie czekaj, Bądź..
Zaistnij w Byciu
w pełni świadomy, uważny
z całą wolą pełnej intensywności i obecności
emanowanej przez życie.
Bądź muzyką,
Bądź kolorem,
Bądź światłem,
Bądź rytmiczną palpitacją głębokich fal,
Bądź wysokim lotem ptaka bez gniazda,
Bądź chmurą i mgłą otulającą wszystko
niematerialną bielą...
Bądź dźwięcznym śmiechem,
jak śpiew dziecka,
Bądź źródłem,
Bądź wodą,
Bądź nieskończenie MIŁOŚCIĄ.
Quebec, 3 wrzesień 2005