|
|

12-13.10.2002
"Lubelskie
Konfrontacje Teatralne
Fałsze wolności
Konfrontacje
rozpoczęły się właściwie na dzień przed oficjalną inauguracją obchodami
jubileuszu 25-lecia istnienia Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice.
Zaproszeni na tę uroczystość goście mogli m.in. obejrzeć sceny z
powstającego właśnie nowego spektaklu Staniewskiego według "Elektry"
Eurypidesa. Dla wielu - także dla mnie - ta zapowiedź przyszłego
przedstawienia była prawdziwym zaskoczeniem. Trudno jednak mówić
o dziele, którego - jak powtarza jego twórca - właściwie jeszcze
nie ma. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i poczekać. Oby niedługo.
Na jubileusz Gardzienic przyjechało liczne grono artystów, którzy
należeli do dawniejszych "konstelacji" tworzących ten
zespół. Kilkoro przywiozło własne przedstawienia, wśród nich dwa
szczególnie znaczące w tym festiwalu. Pierwsze z nich to "Człowiek"
Studium Teatralnego z Warszawy kierowanego przez Piotra Borowskiego.
Jego fabularną podstawą jest zaczerpnięta z "Goga i Magoga"
Bubera opowieść o przywódcy wykreowanym przez ludzi, którzy chcą,
by jego okrucieństwo sprowokowało przyjście Zbawiciela. Liczne cytaty
i sekwencje z Ewangelii nie pozwalają wątpić, że jest to spektakl
o Antychryście. Ale "Człowiek" to również opowieść o XX
wieku i jego tyranach wielbionych przez tłumy i przez tłumy obalanych
oraz o Polsce. Gdy w scenie wojny rozpętanej przez bohatera rozlega
się zapis policyjnych rozmów z gdańskiego grudnia 1970 r., spektakl,
który mógł się wydawać kolejną alegorią filozoficzno-egzystencjalną,
staje się nagle boleśnie bliski. I taki pozostaje już do finału,
w którym zostajemy skonfrontowani z fałszem naszej wolności.
Dzień później w tym samym miejscu (nowej sali teatralnej otwartej
na terenie "Polmosu") miało miejsce wydarzenie odmienne,
ale równie niezwykłe - "Kroniki - obyczaj lamentacyjny"
Teatru Pieśń Kozła, założonego i prowadzonego przez Annę Zubrzycką
i Grzegorza Brala. Osią przedstawienia jest mit o Gilgameszu, ale
jego materia utkana jest nie ze słów, lecz z pieśni i muzycznego
ruchu. Powstał w ten sposób sceniczny poemat o niezwykłym pięknie,
a tworzące go metafory zapadają w pamięć i budzą potrzebę ponownego
z nimi obcowania.
Wielu twórców spektakli zaprezentowanych dotąd na Konfrontacjach
korzysta swobodnie z różnorodnych środków teatralnego wyrazu, wśród
których najważniejszą pozycję zajmowały zazwyczaj pieśń i umuzyczniony
ruch, i podejmują próby zmierzenia się z podstawowymi doświadczeniami
egzystencjalnymi, a przede wszystkim z wątpliwościami zrodzonymi
przez kryzys postaw religijnych. Na tym tle wyjątkowo rysuje się
wydarzenie sprowokowane przez Richarda Schechnera, które w programie
festiwalu widnieje jako "Warsztaty Beckettowskie dotyczące
ČCzekając na GodotaÇ". Ta nazwa to kamuflaż. W rzeczywistości
Schechnerowi chodzi o inscenizację "Godota", której wystawienia
zakazali spadkobiercy autora, pilnujący, by nie dokonywano żadnych
zmian w oryginalnym kształcie jego sztuk. Nie mogąc pokazać całego
spektaklu, Schechner zaprezentował te fragmenty, które spowodowały
zakaz, zapraszając przy tym na scenę Antoniego Liberę - tłumacza,
reżysera i znawcę twórczości Becketta. W teatralizowanej dyspucie
Schechner gorąco bronił prawa do swobody i różnorodności interpretacji,
Libera zaś dociekliwie pytał o sens wprowadzonych zmian i granice
dowolności w manipulowaniu cudzym dziełem. Dzięki silnym osobowościom
i błyskotliwej inteligencji obu oponentów dyskusja, choć nie przyniosła
rozstrzygnięć, stała się swoistym widowiskiem.
Wypadałoby też wspomnieć o Czelabińskim Teatrze Tańca Współczesnego,
o "Scenach z życia Mitteleuropy" Provisorium i Kompanii
Teatr, o "Ludus Danielis", który w wykonaniu Węgajt wspaniale
zabrzmiał w bazylice Dominikanów, czy o prezentacji prac Jarosława
Freta i Pawła Passiniego. Z pewnością będzie po temu okazja przy
omawianiu całego festiwalu. Na razie Konfrontacje trwają i nikt
nie wie, co jeszcze może się wydarzyć. "
Dariusz
Kosiński
|