10/03/ 2003


"Metamorfozy" - prezent z Polski
F. Kathleen Foley, specjalnie dla The LA Times

W ciągu 25 lat istnienia, Ośrodek Praktyk Teatralnych Gardzienice
Wł. Staniewskiego, instytucja teatralna mająca siedzibę w maleńkich Gardzienicach pod Lublinem, zaprezentowała tylko pięć pełnych produkcji
- prac przyjętych owacją z uwagi na ich innowacyjne podejście i wykonanie.
W sobotę w Harold M. Williams Auditorium w Getty, miejscowa publiczność miała zaszczyt zobaczyć dwa przedstawienia pt. "Metamorfozy", "teatralny esej" zainspirowany przez dzieła II-wiecznego platonisty, Lucjusza Apulejusza.

Ci, którzy odrzucają awangardowy teatr jako fałszywy, uwieczniony przez intelektualną wyniosłość nigdy nie zetknęli się z twórczością tej grupy. Jest ona tak prawdziwa i tworzona z takim poświęceniem, iż przybliża nas tak blisko do boskiej istoty sztuki i teatru, że jesteśmy skłonni niemal wejść w tę konfliktową, drażliwą kulturę.

"Metamorfozy" były szlifowane przez niezliczoną liczbę miesięcy przez Włodzimierza Staniewskiego, wizjonera Gardzienic. Były uczeń Jerzego Grotowskiego, Staniewski, porzucił ideały swego mentora krótko przed tym,
jak założył gardzienicki Ośrodek. Staniewski działa jako dyrektor i autor prac Ośrodka, wszystkie z nich są nielinearne i oparte na muzyce.

W "Metamorfozach" Staniewski stworzył antropologiczny teatr, prawdopodobnie bez precedensu. Oparta na fragmentach tekstu z oryginalnej greki, sztuka wykorzystuje hymny i przekształca je z 'żywych kamieni" i papirusów w nie dający się opisać melanż muzyki, pieśni i tekstów mówionych na przemian po angielsku, po polsku i po grecku. Pieśni są śpiewane w "skali pitagorejskiej", tańce inspirowane są pozami umieszczonymi na greckich wazach, a gra aktorów zda się być wzorowana jest na stylu thespisowskim, jak możnaby go sobie hipotetycznie wyobrazić.

Jeśli wszystko to brzmi patetycznie i akademicko, to jest to mylne wrażenie. "Metamorfozy" są wirującym dionizyjskim szaleństwem, gradem i pożegnaniem
z niedoskonałymi i humanistycznymi greckimi bogami, którzy w czasach Apulejusza ustąpili przed wezbranym przypływem Chrześcijaństwa. Podczas śpiewów, tańców i póz aktorskich ujawniają się szersze motywy. W pewnym momencie cierpiący Chrystus i radosny Dionizos stają w obliczu perfekcyjnie wyważonej konfrontacji - aż nagle Dionizos robi się smutny, Chrystus wesoły
- ostry komentarz na cienkiej linii oddzielającej religijne wierzenia.

Spektakle są nieprawdopodobnie zogniskowane i płynne. To nie tyle 'obsada',
co żywy organizm. Zespół tworzą: Tomasz Rodowicz, Mariusz Gołaj, Marcin Mrowca, Elżbieta Rojek, Joanna Holcgreber, Dorota Porowska, Anna Helena McLean, Grzegorz Podbiegłowski, Anna Dąbrowska i Agnieszka Mendel
- wszyscy zapaleni entuzjaści, wszyscy utalentowani. Na uznanie zasługuje również Maciej Rychły, który zajął się adaptacją muzyki.

Cytat Apulejusza "znamy tylko to co jest uroczyste, wesołe, święte, wzniosłe, niebiańskie" tworzy filozoficzny rdzeń sztuki. Zauważcie to przeciwieństwo pomiędzy "uroczystym" i "wesołym". I znów ta płynna linia, linia pomiędzy życiem i śmiercią, smutkiem i ekstazą, która została tak bogato nakreślona przez Staniewskiego i jego grupę radosnych bachantów, którzy wesoło prowadzą
nas do katharsis.