"Plus - Minus"
5-6.10.2002

SCENY Z ELEKTRY
Tragedia uczuć

"Sceny z Elektry" według Eurypidesa, nowe przedstawienie Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice, powstało w wyniku zainicjowanych przez Włodzimierza Staniewskiego i prowadzonych pod jego kierunkiem metod pracy nad gestem w tragedii starożytnej. Poszukiwania te stanowią element szerszego projektu badań nad antykiem. Wcześniejszy etap studiów Gardzienic nad rekonstrukcją starogreckiej i starorzymskiej muzyki zaowocował poprzednim, znanym i szeroko opisywanym także w "Rzeczpospolitej", widowiskiem - "Metamorfozami" według Apulejusza.

W oczach znawców literatury starożytnej "Elektra" uchodzi za tragedię, w której niezwykle śmiało i odważnie potraktowano tradycyjną materię mitu. Nieszczęsną królewnę Elektrę, udręczoną tęsknotą za skrytobójczo zgładzonym ojcem, wydano za prostego, poczciwego wieśniaka. Z wygnania powraca jej brat Orestes. Oboje knują zemstę. Elektra do wiejskiej chaty zwabia podstępem swoją matkę Klytajmestrę, by wspólnie z Orestesem pozbawić ją życia.

Włodzimierz Staniewski pierwszy raz zmierzył się z tekstem stricte dramatycznym. Eurypidesowe arcydzieło potraktował przede wszystkim jako tragedię uczuć. Mityczna opowieść o córce, która tak kochała ojca, że musiała zabić matkę, posłużyła mu do ukazania ekstremalnych stanów emocjonalnych - wielkiej miłości i wielkiej nienawiści, ślepej żądzy zemsty i paraliżującego poczucia winy. W drodze wyjątku widziałem pracę nad przedstawieniem i jestem poruszony.

Włodzimierz Staniewski zastrzega, że pierwszego publicznego pokazu, który 13 października uwieńczy obchody jubileuszu 25-lecia Gardzienic, też nie należy traktować jako premiery. Jest to work in progress - praca w toku. I zarazem praca u podstaw, gdyż obok współpracujących z reżyserem aktorów: Mariusza Gołaja, Elżbiety Rojek, Joanny Holcgreber, Marcina Mrowcy, Anny -Heleny McLean, Grzegorza Podbiegłowskiego i Anny Dąbrowskiej występuje również ośmioro studentów III kursu Akademii Praktyk Teatralnych.

Etap pracy, na którym znajduje się Staniewski ze swoim zespołem, nie upoważnia jeszcze do formułowania kategorycznych ocen. Pozwolę sobie jednak zaryzykować stwierdzenie, że "Sceny z Elektry" stanowić będą przełom w artystycznym dorobku Gardzienic. Kipiąca od skrajnych emocji materia dramatu została podporządkowana ekspresyjnej jak zwykle grze aktorskiej, w której reżyser szczególne znaczenie nadał pełnym wyrazu gestom. Najciekawsze sceny przypadły, co oczywiste, Elektrze. Ich sugestywność podkreślała niezapomniana gra anglo- i polskojęzycznej Anny-Heleny McLean, zwłaszcza w dwóch wyśmienitych, poruszających scenach lamentu i triumfu.

Janusz R. Kowalczyk