Katarzyna Kamińska 2008-02-26

We Wrocławiu trwa feta jednego najbardziej znanych w Europie teatrów nurtu antropologicznego. Latająca Akademia Praktyk Teatralnych to blisko dwa tygodnie spektakli, koncertów, warsztatów i projekcji pod szyldem teatru z Gardzienic

Fot. Łukasz Giza/AG "Ifigenia w Aulidzie" - antyczny dramat, współczesne emocje Istniejący od ponad trzydziestu lat w podlubelskiej wsi Teatr Gardzienice od czasu do czasu opuszcza swoją stałą siedzibę. Kilka tygodni temu teatr rezydował w Warszawie. Wrocławskie prezentacje mają dużo większy rozmach. Pokazywane w Teatrze Polskim i w Sali Gotyckiej przy ul. Purkyniego ściągają tłumy.

- Nie jesteśmy laboratorium, robimy produkcje teatralne, które mają być prezentowane widzom. Praca w naszej siedzibie jest szczególnie trudna jesienią i zimą. Chcieliśmy więc spędzić ten czas, pracując w mieście, prezentując nasze ostatnie spektakle i prace młodzieży, którą wykształciliśmy - mówi aktor Mariusz Gołaj. - Każdy nasz spektakl jest oparty o długie badania dotyczące epoki, z której pochodzi dzieło. Muzyka nie jest u nas frywolną impresją, ale ścisłym odwzorowaniem, pracujemy też z ikonografią, malarstwem, filozofią danego czasu, konsultujemy się z naukowcami. Ważne w tym jest szukanie pewnego novum, wyjście poza ustaloną konwencję i oderwanie się od poprzednich interpretacji.

Intelektualna głębia spektakli bardzo dobrze komponuje się z inną niezwykłą cechą gardzienickich artystów: ciekawością własnego widza, niewymuszoną potrzebą interakcji. W wypełnionej po brzegi Sali Gotyckiej nie tylko możemy zobaczyć sceny ze spektakli Gardzienic i produkcje ich studentów (w tym świetną "Ifigenię cygańską" - satyryczną wersję Eurypidesowego dramatu), ale także sami możemy wystąpić. Kontakt nie kończy się na teatralnym jam session, chodzi też o zwyczajną rozmowę w korytarzu czy wspólne zjedzenie skromnego poczęstunku. Dzięki życzliwości artystów nawet najstarszym widzom niestraszne są niewygody i ścisk panujący na widowni. Przegląd napędza młoda gardzienicka krew: żywiołowi studenci i absolwenci Akademii Praktyk Teatralnych. Oglądamy ich spektakle, słuchamy koncertów, podziwiamy tańce z ogniem.

Ważnym elementem wrocławskiego pobytu artystów z Gardzienic są "homilie teatralne". Słuchaliśmy już prowokującego Andrzeja Stasiuka (z ironicznych zaczepek pod adresem szefa Gardzienic Włodzimierza Staniewskiego urodzi się być może wspólny projekt), wkrótce posłuchamy Andrzeja Seweryna (niestety, tylko na wideo).

W Teatrze Polskim zobaczyłam urzekającą i hipnotyzującą "Ifigenię w Aulidzie". Ta perfekcyjnie zagrana w wielu językach naturalistyczna opowieść o rytualnym mordzie ojca na córce przenosi widza w czasy antyczne, gdy teatr wzbudzał najgłębszy religijny i duchowy wstrząs. Niecierpliwie czekam na "Elektrę" - spektakl, w którym wykorzystana została starożytna sztuka gestu - cheironomia.

- Nasze spektakle pierwotnie kierowane były do mieszkańców wsi. To nietypowa widownia. Kontakt z nimi miał zasadnicze znaczenie dla naszej pracy: my dawaliśmy im przedstawienia, oni ofiarowywali nam tradycyjne pieśni i opowieści Łemków, Romów, Ukraińców, Białorusinów. To zamierzchła przeszłość, ale do dziś pozostało nam przeglądanie się w oczach widzów, sprawdzanie się, a nie tylko teatralne granie. To rodzaj wymiany, refleksji, iskry, która między nami przechodzi - mówi Gołaj.

Dwunastodniowe spotkanie z Gardzienicami dobiegło półmetka. Czy zaowocuje stałą współpracą teatru z wrocławskimi artystami? Gardzienice kipią młodością, znoszą podziały, nie rezerwują miejsc dla VIP-ów. Wrocław ich potrzebuje.

Więcej - www.gardzienice.art.pl