Ifigenia - Gardzienice - recenzja spektaklu

Autor: Anna Pycka, 18 Listopada 2009, 2009-11-18

Ifigenia w A. - teatr eksperymentalny wraca do korzeni


Dla Włodzimierza Staniewskiego, dyrektora OPT "Gardzienice" dramaty starożytnej Grecji są fundamentem europejskiej kultury. Dzięki rezydencji Teatru Obiecanego w murach SWPS na warszawskiej Pradze mamy okazję jeszcze przez tydzień współuczestniczyć w misterium.

Teatr nowoczesny szukając inspiracji w utworach pisanych 2500 lat temu dowodzi, że choć cywilizacja ciągle idzie naprzód człowiek pozostaje ten sam.

O Eurypidesie mówi się, że doprowadził antyczną tragedię do granic nowożytnego dramatu. Niezbyt ceniony przez współczesnych często inspiruje awangardowych i eksperymentalnych reżyserów przełomu XX i XXI wieku. Napisał 92 sztuki, z których do naszych czasów pozostało zaledwie 18. Centralnymi postaciami są w nich kobiety: Medea, Elektra, Ifigenia, Andromacha, Trojanki, Bachantki. Na ich tle mężczyźni to marionetki z pietyzmem pielęgnujące swoją "posągowość". Sofokles porównując własne tragedie z tragediami Eurypidesa twierdził: "ja przedstawiam ludzi takimi, jakimi być powinni, on takimi, jakimi są".

"Ifigenia w Aulidzie" to prawdopodobnie ostatni dramat Eurypidesa dokończony po śmierci przez jego syna. Jest jedną z niewielu tragedii tak radykalnie naruszającą klasyczne reguły. Do czasów Szekspira żaden z dramaturgów nie odważył się na tak silne nasycenie obyczajowe, sensacyjne potraktowanie fabuły, wprowadzenie elementów komicznych, redukcję mitu na korzyść intrygi. Zaskakuje też ton, w jakim przedstawiani są poszczególni bohaterowie - zmienny, migotliwy, pozwalający współczesnemu widzowi dostrzegać odbicie własnych wyborów i niekonsekwencji. Ludzki wymiar tragedii, z jaką spotykają się bohaterowie dramatów Eurypidesa, zestawienie obok siebie heroizmu i śmieszności to ukłon w stronę autentyczności, w której sacrum styka się z profanum.

Fabuła w "Ifigenii" nie jest skomplikowana - flota całej Grecji podążająca pod banderą Agamemnona na wojnę przeciw Troi utknęła w cieśninie aulidzkiej. Gwarancją przebłagania bogów, którzy nie spieszą w zesłaniu przychylnych wiatrów jest złożenie ofiary z ukochanej córki samego wodza. Posłuszny Agamemnon posyła więc po Ifigenię kłamiąc, iż Achilles zapragnął pojąć ją za żonę. Połechtana w swej próżności Klitajmestra z podniesioną głową wiedzie córkę nie przypuszczając, iż mąż z kochającego ojca przemieni się w kata. I tutaj dał Eurypides upust emocjom. Targany sprzecznymi namiętnościami Agamemnon chciałby zachować autorytet nieugiętego wodza, ale musi za to zapłacić największą cenę. Czysta Ifigenia ma oddać życie za upadłą Helenę. Kiedy dowiaduje się o tym Klitajmestra myśli, że Agamemnon zwariował, przerażające w swym wymiarze cierpienie matki czyni greckiego wodza przerażająco małym i śmiesznym. Jedynie Ifigenia zdaje się rozumieć swoją powinność - w poczuciu obowiązku odrzuca nadzieję i miłość. Dziś niełatwo pojąć i zrozumieć jej pokorę i zawierzenie woli nieśmiertelnych.

Zdaniem Włodzimierza Staniewskiego "tragedia uczuć i ambicji czyni bohaterów "Ifigenii" niezwykle wyrazistymi teatralnie i jednocześnie bardzo współczesnymi. Kiedy odsuniemy na bok antykwaryczny historyzm, zobaczymy postacie, które są jak wyjęte z dzisiejszego życia. Finalny rytuał ofiary to akt ślepej przemocy, wymuszonej wiary, za którą stoi indoktrynacja, trujące podszepty, klęska mocnych w słowach i pozach a słabych duchem."

Premiera "Ifigenii" odbyła się w nowojorskim teatrze La MaMa w październiku 2007 roku. Od tego czasu jest stałym punktem w repertuarze gardzienickiego ośrodka. Zderzenie tragizmu z komizmem, podniosłego z pospolitym, wyuzdania z namiętnością, szału z wyrachowaniem daje gwarancję przeżycia "na serio", przeżycia, w którym obojętność nie znajduje racji bytu.

Od początku do końca, ani przez chwilę nie odrywamy wzroku od bohaterów, z których każdy na swój sposób przeżywa tragedię. Nie zostaliśmy zepchnięci do roli biernych widzów, współuczestniczymy w cierpieniu, szaleńczy rytm spektaklu omamia i porywa, by na koniec przynieść ukojenie.

Skromna scenografia - inspirowana sztuką japońską w połączeniu z doskonałą muzyką Zygmunta Koniecznego (orkiestra Fresco Sonare), ruch, taniec, potoki słów wyrzucane po polsku, angielsku i w antycznej grece, doskonała gra aktorska Mariusza Gołaja (w roli Agamemnona), Karoliny Cichej (w roli Ifigenii), narracja Krzysztofa Globisza (gościnnie) to porcja wrażeń, o jaką trudno ostatnimi czasy. Nie sposób jej sobie odmówić, zwłaszcza że Gardzienice tak rzadko goszczą w Warszawie.