Nie dziwne, że późna Susan Sontag określa „Gardzienice” „jednym spośród zaledwie kilku znaczących w świecie zespołów teatralnych pracujących dziś gdziekolwiek”. (...) Siła ich podejścia nie polega na prostym i lekkostrawnym stylu ‘story-telling’ – (...) tekst jest mieszanką języka angielskiego, polskiego, jak również antycznej greki, aktorzy podejmują wiele ról, lub nie podejmują żadnych konkretnych ról (...) (...) Fundamentalne prawdy o znaczeniu bycia człowiekiem. Greccy twórcy nadawali tym prawdom słowa, Gardzienice dają im życie.
/ Marlon Hurt offoff ONLINE Nowy Jork, 7,04, 2005 /

Ta pieczołowicie zorkiestrowana eksperymentalna technika, (...) łączy antyczne teksty i przekazy oralne z rdzennymi środkami wyrazu. / Phoebe Hoban; NEW YORK TIMES, 13,04, 2005 /

Fizyczność i gestyczność użyte podczas spektaklu, są (...) pulsującymi życiem obrazami ruchomego witraża. (...)Wiodący aktor i współtwórca Mariusz Gołaj jest niczym awangardowy polski Jack Nicholson, który rozpoczyna i kończy naszą podróż swą niebywale nieodpartą obecnością. Jego spektakl jest miejscami wstrząsający, zabawny, szalony, i głęboko osobisty. Jako Eurypides, i nawet kiedy usuwa się w cień i pałeczkę przejmuje Elektra, zawsze jesteśmy z nim w jego dziwacznej, koszmarnej podróży. Anna-Helena McLean, grająca Elektrę, uderza w histerię, czystą i złożoną, poprzez swe gestykulacje, śpiew i grę na wiolonczeli. Nawet gdy tracimy ją oraz intrygę (...) nigdy nie przestajemy pragnąć zobaczyć i usłyszeć, co nas jeszcze czeka. /- W odpowiedzi em. nachogringo; NEW YORK TIMES 13,04, 2005 /

To nowe przedstawienie “Elektry” Eurypidesa, polskiego teatru Ośrodek Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Spektakl jest kontynuacją eksploracji reżysera Włodzimierza Staniewskiego antycznogreckiej muzyki i ikonografii i podejmuje takie tematy jak nieszczęście wygnania, żądza zemsty, tabu kazirodztwa i niekończące się zmagania o wolność. Staniewski przekształca narracyjność spektaklu w fizyczność, gesty, działania i ruch; okrajając teksty do ich esencji, tworząc w pełni organiczny świat, gdzie historia opowiedziana jest poprzez nielinearny język spektaklu. / NEW YORK THEATRE EXPERIENCE, Inc. 16.04.2005 /

„Gardzienice” stwarzają potężny świat, burzą go, podają nam informacje i każą nam, uzbrojonym w te informacje, powtórnie wejść w świat. (...) Są w stanie sprostać fizycznym i emocjonalnym wymaganiom przedstawiania antycznych tekstów; jest kilka niezwykłych scen. Trzy ewidentne to scena gwałtu Elektry, scena, w której Elektra karmi piersią Orestesa, przekonując go do zabicia Klitajmestry, i kłótnia pomiędzy Klitajmestrą a Elektrą. Są też uderzające obrazy. Postać Eurypidesa kończy spektakl. Ma na twarzy maskę, inne maski jak strupy pokrywają całą jego szatę. Inni aktorzy zszarpują kolejne maski, aż zerwana zostaje i szata, pozostawiając Eurypidesa nagim i zaszczutym. / Maggie Cino nytheatre.com review, Nowy Jork, 16,04, 2005 /

„Elektra” Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice” może (...) plasować się jako najbardziej żywy wykład o semiotyce, jaki kiedykolwiek powstał. (...) Choć na motywach sztuki Eurypidesa, Staniewski (przy współpracy Mariusza Gołaja) powołuje nielinearną interpretację. (...) Taki brak intrygi nie powoduje jednak nigdy, że spektakl staje się nieciekawy czy trudny w odbiorze, raczej tym bardziej absorbujący. Chociaż Staniewski uchyla się od prezentowania kompleksu Elektry, to przedstawia najbardziej kompleksową Elektrę. / Alexis Soloski, THE VILLAGE VOICE Nowy Jork, 12,04, 2005 /

Gardzienicom przyznaje się miano twórcy wyjątkowego rodzaju kultury teatralnej bazującej na muzyczności, dynamizmie teatralnym i geście. Praca Staniewskiego znana jest z synchroniczności przeplatania tekstu, gestu i ruchu ciała. / NY onstage – Production Listing; Nowy Jork, 7.04.2005 /

Wielkie przedstawienie. Wielkie duchem i wielkie w wykonaniu. Elektra(...) ma skomplikowaną, wielopłaszczyznową strukturę. Z jednej strony sugeruje kompozycję "otwartą", eksperyment w ciągłym procesie tworzenia. Jest to szereg scen składających się w podwójną opowieść, przedstawianą niechronologicznie: o Elektrze i o Eurypidesie. (...) Z drugiej strony, jest to wyrazista i spójna całość, głęboko przemyślana w zamierzeniach, wykonywana z imponującą precyzją. Nic tu przypadkowego. Nic tu za mało czy za dużo. Główny efekt wizualny stwarza ciało-w-ruchu(...). W tym sensie Elektra zbliża się do wizualnego odpowiednika muzycznej kompozycji. Przemawia do nas fuzją obrazu z dźwiękiem. (...) To taniec słowa o potędze sztuki. / Grażyna Drabik; Nowy Dziennik-Przegląd Polski Nowy Jork, 29.04.2005 /