|

Staniewski stworzył inscenizację o współczesnej epidemii przemocy
/ Time out Moskwa 14-20.03.05 /
Chór w starożytnym spektaklu greckim był rodzajem moralnego kamertonu, który w taki czy inny sposób ocenia działania bohaterów. W spektaklu Staniewskiego chór zamienił się w kolektywnego lektora, opowiadającego i pokazującego widzom masę ciekawych rzeczy.
/ Izwiestija nr 47 23.03.05 /
Staniewski przeszuflowuje tekst, dzieli i zamienia epizody, łączy ze sobą przeszłość i przyszłość, przeplata akcję muzyczno-plastycznymi cytatami i demonstracjami. Sam tekst jest przy tym daleki od pierwotnego. Także i to, że rozbrzmiewa on w różnych językach (polskim, angielskim, starogreckim, rosyjskim), nie zawsze zrozumiałych dla widza, nie ma ani trochę wpływu na odbiór i wrażenie wizualno-emocjonalne. (…)
Jeszcze jeden sukces Staniewskiego – stworzenie osobliwej techniki gestów, nazywanej chironomią. Przy czym, gesty te nie są wymyślone, ale ironicznie i luźno skopiowane z oryginalnych sztuk antycznych. (…)
Najważniejsze jest zadowolenie z samego procesu gry, trafiającej do wyższych zmysłów, lecz nie zbyt nimi obciążonej. Co ciekawe, w ten proces delikatnie i praktycznie bez sprzeciwu wciągani są także widzowie. A taką jedność, jak wiadomo, ceni się chyba najbardziej.
/ Irena Ałpatowa, Kultura nr 11; 24-30.03.2005 /
Cztery lata temu Staniewski pokazywal w Moskwie swój spektakl "Metamorfozy", który stał się próbą ożywienia plastyki starogreckich amfor i dania nowego oddechu , zachowanym we fragmentach oryginalnym tekstom antycznych piesni.W ten sposób przez muzyke i plastykę polski teatr zamierzał otworzyć widzom świat , w którym narodził sie teatr. Ten teatr wydawal się szkicem , przystankiem na drodze ku czemuś rzeczywiście ważnemu. Ta inscenizacja balansowala miedzy spektaklem-laboratorium a produkcją festiwalową. Tym razem "Gardzienice" przywiózł "Elektrę"Eurypidesa, która przedstawia sobą już tylko czysto rozrywkowe widowisko.
/ Olga Jegoszyna, Nowyje Izwiestija nr 47, 21.03.2005 /
Mała Elektra (szkocka aktorka Anna Helena McLin) część spektaklu gra w dzikim, ryczącym języku angielskim, dzikim i ryczącym, co razem z polskim, rosyjskim i greckim zlewa się w jeden melodyjny szum. Oni, oczywiście, wiedzą co grają. Nie na darmo krytyk Roman Pawłowski z „Gazety Wyborczej” uważa, że Staniewski wraz ze swoim teatrem stworzyli „Elektrę” o współczesnej epidemii gwałtu. Należy podkreślić, że temat spektaklu popada w nieprawdopodobny, paradoksalny konflikt z jego środkami. Szeroko otwarte oczy i usta, twarze pełne ekstazy i patosu, ekstatyczne i radosne pieśni, ruchy rąk, tańczących swój nieustanny taniec – wszystkie te znaki dawnej Grecji odzyskują na naszych oczach swój żywy sens.
/ Alena Karaś, ‘Rossijskaja gazieta’ nr 60 25.03.2005 /

|