|
|
Carmina
Burana
Reżyseria, dramaturgia muzyczna
i adaptacja tekstu - Włodzimierz Staniewski
Scenografia - Rena Targońska, według koncepcji Włodzimierza Staniewskiego

"CarminaBurana"-
G.Bral , A.Zubrzycka
Nota
reżyserska - Włodzimierz Staniewski
Oryginalne "Carmina Burana" to antologia poezji dwunasto-
i trzynastowiecznej, która przez wiele lat pozostawała w ukryciu,
w klasztorze, w Alpach Bawarskich.
Została ponownie "odkryta" i opublikowana dopiero w XIX
wieku. (Jak gdyby wielcy cenzorzy obawiali się śpiewania tych "wolnomyślicielskich"
pieśni śpiewanych zbyt głośno; sławienia kultu miłości, emancypacji
Erosa, wolności idei i przebudzenia duchowego; często skierowanego
ostrzem satyry przeciw wszechwładnej regule Kościoła.)
W naszym spektaklu poezja ta splata się z anglonormańską opowieścią
o Tristanie i Izoldzie, pochodzącą z tej samej ery historycznej
i - podobnie - należącą do fundamentalnych dzieł kultury europejskiej.
Przedstawienie zrodziło się z tych dwóch dzieł literackich.
Napisano, że legenda o Tristanie i Izoldzie to "najpiękniejsza
i najbardziej wzruszająca pieśń o splocie miłości i śmierci, jaką
zna literatura europejska".

"CarminaBurana"
XII
i XIII wiek to okres ogromnych przemian na całym kontynencie europejskim.
Był to czas wielkiej nadziei na odnowę świata. Tak, jakby cała intelektualna
i duchowa energia epoki skupiła się na idei miłości. Jak gdyby istnienie
i wartość idei miłości były jedynym warunkiem istnienia kultury
i cywilizacji.
Nasze przedstawienie traktuje o miłości.
Rozumiem miłość jako spotkanie wolnego ducha z pieśnią. Z tego bierze
się ruch. Ruch ciała, myśli, uczucia.
To pieśń, to inkantacja daje początek wszystkiemu w naszej sztuce.
Sztuka jest religią indywidualistów.
Spektakl jest łańcuchem alegorii, symboli i skojarzeń, oryginał
literacki zaś - pretekstem do ich snucia. Jak w malarstwie Hieronima
Boscha. Bosch nie interpretuje. On stwarza. Alegorie w jego obrazach
są plątaniną hieroglifów. Żadną miarą nie da się w nich odnaleźć
historii, tez czy racjonalnych przesłanek. To raczej tematy. Pojawiają
się i znikają, jak tematy w muzyce i wyczuwa się w nich wysoki akord
wołania. Wołania do duszy, do Ducha. Wołania o cud objawienia. Hieronim
Bosch był członkiem Bractwa Wolnego Ducha. Bractwa artystów życia.
Dramaturgia muzyczna przedstawienia została skonstruowana - głównie
- z przetransponowanych elementów muzyki tradycyjnej. Były one zbierane
podczas Wypraw do odległych osiedli. Są tam fragmenty melodii, śpiewanych
po wsiach, o których można powiedzieć iż są odwieczne. W niektórych
dźwiękach, frazach, uważny słuchacz usłyszy echo średniowiecza.
Jedna z fraz śpiewana podczas przedstawienia została zapisana na
pośladku nagiej postaci obrazu "Piekło muzykantów" (śpiewana
do słów "Ego sum Abbas Cucaniensis" - w "Carmina
Burana" numer 222). Niektóre fragmenty są humorystycznie sparafrazowane
z Carla Orffa, a także, są też fragmenty zaadaptowane z interpretacji
"Carmina Burana" René Clemencica; np. "Bonum est
confidere", nr CB 27.," Ecce torpet probitas".
Scenografia przedstawienia jest stworzona z archetypowych obrazów,
przetransponowanych z odwiecznych mitów, takich jak Koło Fortuny
czy Łódź z czarnym żaglem.
Carmina Burana była zrobiona w roku 1990, w roku, w którym rozpoczęła
się nowa epoka.
W ciągu kilku zaledwie lat naszego życia granice państw europejskich
zmieniły się, społeczne i polityczne systemy upadły. Ktoś obwieścił
koniec historii. Koło Fortuny obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni.
Ale ludzie pozostali tacy sami. Być może tylko bardziej rozdrażnieni,
bardziej zagubieni. Tym samym jednakże marzenia ich stały się bardziej
frenetyczne, a pasje - bardziej gwałtowne.
Tak gwałtowne niekiedy, iż zdaje się, że statek o nazwie "Ziemia"
podniósł Czarny Żagiel.

"CarminaBurana"
- G.Bral , A.Zubrzycka
Pierwsza
prezentacja spektaklu odbyła
się w X 1990 roku w Gardzienicach, w trakcie międzynarodowego sympozjum
"Praktyki teatralne wobec ekologii"
(...) Legendy o Tnstanie i Izoldzie, jaką ją w swoim czasie śpiewano
na zachodzie Europy, właściwie nie znamy. Powiada się, że legendę
tę roznosili po świecie bretońscy, armorykańscy i wyspiarscy, wędrowni
rybałci. (...). Z pisanych wersji legendy romans Chretiena de Troyes
O królu Marku i Złotowłosej Izoldzie nie zachował się, z anglo-normańskiej
wersji Thomasa i nor-mandzkiej Beroula z końca XII wieku uratowały
się tylko fragmenty, średnio-wysoko-niemiecka redakcja Gottfrieda
von Strassburg z początku wieku XIII nie została ukończona. Opowieść
o Tnstanie i Izoldzie znamy więc przede wszystkim ze sporządzonej
w 1900 roku przez Josepha Bediera znakomitej rekonstrukcji prozą,
ćwierć wieku później pięknie przetłumaczonej przez Boya na polski
pod tytułem Dzieje Tnstana i Izoldy.
(...) W uproszczeniu, ale nie fałszywym, można powiedzieć, ze legenda
o Tristanie i Izoldzie opowiadana była, śpiewana zawsze, dalej,
że jej znane nam początki literackie datują się na wiek XII i że
przybiera ona wówczas kształt romansu miłosno-rycerskiego jednakże
początki domniemane należy lokalizować w legendach o życiu celtyckich
bogów herosów i wróżek (...) Taka jest wersja Bediera, który oparł
się przede wszystkim na mało wyrafinowanej, surowej, prostej a głębokiej
redakcji żonglera Beroula. W jeszcze większym stopniu taka jest
oparta na rekonstrukcji Bediera wersja "Gardzienic". W
wersji "Gardzienic" nie zrywając nici średniowiecznej
tradycji cofnięto się do europejskiej starożytności plemiennej Stało
się tak przede wszystkim za sprawą włączenia do legendy o Tnstanie
i Izoldzie postaci czarodzieja Merlina i wróżki Viviany, postaci
znanych, owszem, z opowieści Okrągłego Stołu ale wywodzących się,
jak wiadomo, z tradycji celtyckiej. (...)

"CarminaBurana"-
D.Porowska,M.Golaj,G.Bral,A.Zubrzycka
Staniewski poszedł w ślady Bediera, chociaż metody tej użył do innego
tworzywa, już nie tylko tego, które jest tworzywem poetów (i filologów)
lecz tego, które było tworzywem właśnie rybał-tów, żonglerów i wagantow
a teraz jest tworzywem reżysera - mianowicie teatru swego rodzaju
(...) Słusznie więc Staniewski miałby prawo za Bedierem powtórzyć
swej publiczności: "Dobrzy rybałtowie dawnych czasów przekazują
wam przeze mnie pozdrowienie. Pozdrawiają tych, którzy tkwią w zadumie
i tych, którzy są szczęśliwi, nienasyconych i pragnących, tych,
co są radośni, i tych, co są stroskani słowem - wszystkich miłośników.
Oby mogli znaleźć tu pociechę".
Reżyser założył przede wszystkim, ze widz obeznany jest z fabułą
tej - według słów Czernego - "najpiękniejszej, najbardziej
wzruszającej pieśni o nieodwracalnym splocie miłości i śmierci,
jaką zna światowa literatura". Spektakl "Gardzienic"
dobudowany jest więc nad tą fabułą, którą potraktowano jak swego
rodzaju kod kulturowy. Dlatego Dzieje Tnstana i Izoldy nie są tu
właściwie opowiedziane, są jedynie przywoływane. Przedstawienie
nie rozwija się w dynamicznym ciągu zdarzeń, w gruncie rzeczy nie
ma wyrazistej akcji dramatycznej - zbudowane jest z epizodów. Przy
czym każdy z epizodów, będących esencjonalnymi całostkami, przywołuje
całość historii wstecz i do przodu. Wszystkie zdarzenia są tu więc
jak gdyby jednocześnie obecne, w jakiejś synchroniczności mitu przywoływane
i kojarzone na mocy poetyckich zgoła asocjacji (...) Inaczej niż
w legendzie, obie miłości nie następują po sobie, jak Izolda o Białych
Dłoniach po Izoldzie Złotowłosej; tu jest to ta sama miłość, by
tak rzec, w rożnych stadiach rozwoju

"CarminaBurana"
(...) Staniewski z przenikliwością wskazywał na ukryte, niebezpieczne
związki łączące postacie. Czego ewentualnie nie dostawało wersji
Bediera - zwłaszcza, jak sądził Czerny, "ponurej mocy konfliktu"
- to Staniewski sobie do końca dopowiedział. W jego adaptacji nie
brak tedy ani księżycowej poświaty legendy celtyckiej , ani "panteistycznego
nastroju" , ani wreszcie (...) swego rodzaju interpretacji
gnostyckiej Rzecz została przez reżysera zanalizowana precyzyjnie
i drobiazgowo Potem jednak, w montażu, bardzo skondensowana.
(...) Na samym początku zespół przyswoił muzykę Carla Orffa. Co
to znaczy przyswoił? Znaczy odnalazł gestyczną, taneczną, ludyczną
jakość tej muzyki - zrobił z niej w etiudach gry sceniczne. Potem
przyswoił tez muzykę zrekonstruowaną przez Clemencica i inną muzykę
średniowieczną. Wreszcie cały ten przetrawiony materiał włączył
do starożytnego nurtu tradycyjnej muzyki ludów. (...) Zdaniem Sachsa
w średniowiecznej muzyce świeckiej - "od Islandii aż do krajów
bałkańskich, od Szwecji do Hiszpanii" - istniał jeden styl.
Właściwie jest to styl ludowy: melodie składające się z tercji.
Jako przykłady tego stylu Sachs podaje melodie z rożnych stron Europy,
wśród nich - za Adolfem Lindbladem - pewną melodię ludową ze Szwecji
Będzie może rzeczą ciekawą wiedzieć, ze tę właśnie melodię Maciej
Rychły opracował na głos solowy z towarzyszeniem chóru - w spektaklu
śpiewa ją Izolda Młodsza na zmianę z Viviana, obie podtrzymywane
przez chór. Czym w tym przedstawieniu jest chór?
(...) Nie pieśń ludowa sama w sobie owszem, długowieczna i wiecznotrwała,
będąca jednak tylko śladem, tropem, lecz dawna pieśń, żeby tak powiedzieć
uczyniona, "uczyniona w procesie chóru", staje się żywym
łonem zdolnym wydać z siebie teatr. Taka jest poetycka alchemia,
jaką uprawia się w zespole "Gardzienic". Aktor - organiczne
płączenie ciała, plastyki, ruchu, oddechu głosu, śpiewu, słowa,
sensu, ducha staje się tu punctum saliens widowiska. Jest bijącym
sercem tego teatru.
(...) Trzeba do tego odpowiednio wprawionego chóru, sposobnego swym
kunsztem i żarliwością, ba, frenezją uruchomić proces - ów alchemiczny
proces przerabiania tradycyjnej pieśni ludów w szlachetne widowisko
muzyczne.
W Carmina Burana z chóru bierze swój początek wszystko - wszystko
to na koniec wraca do chóru. Chór wydaje z siebie postacie i sceny.
Jest to średniowieczny chór wagantów.
(...) Oto waganci zdolni wyśpiewać dla naszych uszu Carmina Burana,
żonglerzy umiejący odegrać w naszych oczach Dzieje Tnstana i Izoldy.
Wieś Gardzienice, gdzieś na kresach. Budynek Ośrodka, ni to opuszczona
kaplica, ni to gospoda na rozstaju dróg. Tumult. Gdzieś z boku rozwierają
się wrota, na tle nocy majaczy pochodnia Ukazują się postacie ludzi
i koń, psy. Dwaj mężczyźni z pochodnią, pochyleni, zdrożeni, zmoczeni
przez deszcz prowadzą konia za uzdę Zatrzymują się "Wielce
szanowni panowie i panie, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść
o miłości i śmierci''. Słuchajcie, jak za dawnych czasów ludzie
w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię
pomarli".
Tak to mogło być.
Leszek Kolankiewicz, "NOTATKI PRZED SPEKTAKLEM "CARMINA
BURANA", Dialog 5/1992
Premierowa
obsada spektaklu:
Grzegorz Bral, Catherine Corrigan, Mariusz Gołaj, Stanisław Kral,
Elżbieta Podleśna, Dorota Porowska, Emma Rice, Tomasz Rodowicz,
Jacquline. P. Thomas, Anna Zubrzycka
|